|
III Choroby wieku XX-go Aby zdiagnozować czas okresu rozwoju technologii wieku XX-go koniecznie trzeba przypomnieć co dało czasowi siłę. Dwa drobiazgi. Maria Skłodowska grzebiąca w rudzie uranowej ze Śląska zwróciła uwagę na niezwykłą emisję ciepła z tego błota, a szukają materiałów będących przyczyną, otrzymuje rad, polon.... Skutkiem gruntownego czyszczenia tej ziemi była elektrownia atomowa (i bomba). Generalnie energia na puste przedsięwzięcia produkcji opakowań plastikowych i reklamy Coca- coli. Oświetlenie statuy wolności. Drugim aktem światowej energetyki były krakowskie zabiegi apteczne Łukasiewicza, po których sączącą się nad Sanem ropę zamieniono na paliwo poruszające motory całego świata. Tylko tyle. Ale wystarczało. Dopóki będzie ropa. I dopóki kilka eksplozji reaktorów w elektrowniach nie zdominują procedury dziedziczenia. Póki jednak co, jesteśmy mocni. Nie myślenie postawiło wiek XX-ty ale zdecydowanie. I głośne pokrzykiwania. W ten właśnie sposób rozwiązano podstawowe problemy poznawcze, jakie wyroiły się wśród, jak autor poprzednio pokazał, nie skorygowanych ogólnym poglądem zdążań do szybkich zapisów, no właśnie czego? Okaże się, że niczego. Zacznijmy od ,,teorii Einsteina" Sprawa pojawiła się (jakaś nie domówiona, nie domyślana i nie dorzeczna). Mierzono prędkość światła (kosmicznego). Okazywała się taka sama gdy ziemia poruszała się ku źródłu jak i od niego (wektory prędkości światła i ziemi nie chciały się dodać). Zwrócono uwagę, że światło musi się w czymś poruszać. A wobec tego to w czym światło się porusza też może z ziemią się poruszać. I wtedy istotnie wektory wspomniane nie muszą się dodawać, gdyż prędkość światła w owym wspomnianym ośrodku jest jakoś określona. Ośrodek ten, w którym się porusza światło, nazwano eterem. I tutaj pojawili się mędrcy, którzy orzekli iż jest to niemożliwe, gdyż ów eter musiałby posiadać szereg właściwości (sprzecznych) o czym zawiadamia cała epistemologia całej sztuki pisarskiej ostatnich wieków i że to jest niemożliwe. Autor pozwoli tutaj zapytać, czym była owa epistemologia owych ostatnich wieków. Odpowiedź na to pytanie dają dwa pierwsze rozdziały przez autora przedstawione powyżej. Aby postawić kropkę nad i przypomnijmy, że cała sfera poznawcza okresu pokopernikańskiego nie warta jest funta kłaków. Dziwne w sprawie jest to, że jeśli chodzi o spenetrowanie wartości całej struktury wiedzy, aby podkreślić jej niesłużebność, zwłaszcza logiczną, nikt nie podjął trudu dyskusji. Gdy szło o wyrafinowane niedorzeczności (a nawet być może świadome oszustwa) nagle znalazło się gremium broniące jawnie konsekwencji niedorzecznej konstrukcji. Wyjawmy tę niedorzeczność (opublikowana przez autora praca w Roczniku Filozoficznym ,,Ignatianum" w roku 1999). Przypomnijmy więc, że decydującym pojęciem dla egzystencji ,,teorii Einsteina" była (jest) ,,odległość czasoprzestrzenna zjawisk". Natychmiast okazało się, że owa ,,odległość" odległością nie jest. Dlaczego? Dlatego, że warunkiem nazwania wielkości odległością jest warunek trójkąta. Mówiący, że suma długości dwu boków trójkąta musi być większa od długości boku trzeciego. Nasza (einsteinowska) ,,odległość czasoprzestrzenna" nie spełniała takiego warunku. I zamiast wyrzucić ją do wszystkich diabłów, na śmietnik, grupa zamyślonych myślicieli zamyślała się co zrobić z takimi trójkątami, dla których suma długości dwu boków jest krótsza od boku trzeciego. I wymyślili! To widocznie jakoś się skrzywiła nasza tożsamość, bo ,,teoria einsteinowska" z pewnością skrzywić się nie mogła. I orzekli: nasza trójwymiarowa przestrzeń musi się zakrzywiać, bo inaczej ,,einsteinowska teoria" by się nie udała I tak trzymać. |